piątek, 14 grudnia 2012

Moja mała opowieść...

Hej moi kochani!! Zgłaszać do rozdania możecie się już tylko do niedzieli :) Chciałam Wam ZNOWU trochę pomarudzić. Ale cóż... taka Wasza rola - musicie to czytać ;D Bardzo długo to w sobie dusiłam, ale muszę w końcu komuś opowiedzieć o tym, co przeżyłam.

Kilka słów wyjaśnienia - nie chcę współczucia. Po prostu muszę się komuś wyżalić bo do tej pory strasznie to przeżywam - ponieważ różnie mogło się to skończyć.


Parę tygodni temu trafiłam do szpitala ponieważ mój synek miał bardzo wysoką gorączkę, ale to że w końcu tam trafiłam było po prostu cudem. Synek gorączkował tego dnia od rana, ale stwierdziliśmy z narzeczonym że poczekamy z wizytą u lekarza do następnego dnia ponieważ temperaturka spadła trochę po lekach. Około 1 w nocy wstałam do Bartusia żeby sprawdzić mu temperaturę. Okazało się, że mimo leków temperatura skoczyła do 39,9 więc szybko się ubraliśmy i zadzwoniłam po karetkę - i tu zaczął się mój koszmar - w słuchawce usłyszałam, że karetka nie przyjedzie bo DZIECKO JEST PRZYTOMNE a oni jej potrzebują. Sama nie mam samochodu, więc zastanawiałam się co mam zrobić. Zadzwoniłam do koleżanki mojej mamy, która obiecała że jeśli tylko coś będzie się działo to ona nas zawiezie. po 20 minutach wydzwaniania dałam sobie spokój i myślałam dalej. W tym czasie narzeczony zszedł pod blok (zawsze stoi tam po kilka taksówek) jak na złość - nie było ani jednej. Zadzwoniliśmy więc po kilka innych taksówek - wszystkie miały kursy. Patrzyłam tylko jak mój synek dosłownie "odpływa". Obdzwoniliśmy wszystkich znajomych i rodzinę i NIKT NIE ODBIERAŁ. Co się dziwić - środek nocy. Ubrałam synka i zeszliśmy na parter żeby sprawdzić czy może jakaś taksówka w końcu podjedzie. Zaczęły lać się ze mnie łzy bo nie wiedziałam już co mam robić. Kiedy narzeczony czekał pod blokiem na taksówkę podjechała policja. Pomyślałam sobie, że w końcu ktoś zawiezie nas do tego cholernego szpitala. Ale nasza cudowna polska policja spisała tylko mojego narzeczonego (nie pytajcie - nie wiem za co i on też nie) a kiedy on wytłumaczył im co się dzieje, stwierdzili z uśmieszkiem na twarzy że nie są taksówką. I w końcu przyjechała taksówka, która zawiozła nas do szpitala. Była godzina 4 rano. Przez 3 godziny przeżywałam koszmar nie wiedząc co jest mojemu synkowi. Nie wiem na kogo jestem bardziej zła - na siebie, że za późno zareagowałam czy na tych, którzy powinni pomagać a nie zrobili tego tylko dlatego, że "Dziecko jest przytomne" i że "Nie są taksówką". Mój synek ma dopiero 9 miesięcy i przy takiej gorączce mogło się to skończyć naprawdę tragicznie.


Dlatego chcę prosić Was o jedno - nigdy nie wyłączajcie telefonu, lub nawet dźwięku bo zawsze ktoś może potrzebować Waszej pomocy. Dla mnie to czekanie i patrzenie jak moje dziecko "odpływa" i czekanie na pomoc było najgorszą rzeczą, jaką kiedykolwiek przeżyłam i nie życzę tego nikomu.

15 Napisz coś ;):

angelisia.k pisze...

Aż mnie przeszły ciarki... Przykro mi, że przez to przeszliście.

styllaa pisze...

Co za ludzie.. przykro mi.

Natalia pisze...

Taki kraj :) Każdy, kto ma szansę stąd ucieka szukać szczęścia gdzie indziej...
Dziś bez samochodu to ani rusz, ten kraj nie da Ci zarobić na samochód, a jeśli go masz, to mało jeździsz, bo paliwo drogie.
Policja też się pięknie zachowała. Znajomi także :( Dzielna dziewczyna jesteś, absolutnie nie wiń siebie.
Czemu ludzie są dziś tacy zgorzkniali i niepomocni???

kocham0zakupy pisze...

Przykra historia, a policja nic nowego. Takie spisywanie jest kontrolne, mojego narzeczonego spisują co miesiąc jak idzie do sklepu, ktory jest koło bloku... :/

anioleek89 pisze...

Przykro mi :( Co za ludzie... Na szczęście wszystko się dobrze skończyło :)

MTTEAM pisze...

Bardzo współczuje, to właśnie tak bywa, a złość, rozgoryczenie, frustracja i inne uczucia nami targają w takich chwilach...:*
Przerażające że nawet policja nie udzieliła pomocy, nie wspomnę oczywiście o karetce która powinna być u dziecka po chwili...:*

Aleksja Z pisze...

Bardzo mi przykro. Policja taka już jest. Mam nadzieję, że z Maluszkiem już wszystko dobrze.

Olga Małolepsza pisze...

Ahh dziewczyny szkoda gadać... Ale z bobaskiem już wszystko ok :) Okazało się wtedy, że miał zapalenie płuc i się odwodnił. Ale niecały tydzień i byliśmy z powrotem w domku :)

butterfly pisze...

dobrze że wszystko dobrze się skończyło:)

Coffe ♥ pisze...

Jestem przerażona !

pani domu pisze...

Olga, bo to Polska..
Przykro mi, że musieliście coś takiego przeżyć..

Myśmy kiedyś też usłyszeli, że karetka to nie taksówka..

frania.f pisze...

Kiedy słyszy się takie rzeczy to aż się płakać chce... Ludzie, którzy zobowiązali się i powinni służyć nam swoją pomocą (a już w szczególności dzieciom) pozostają obojętni i okrutni. A najgorsze, że o takich przypadkach głośno coraz częściej...
Mam nadzieję, że z synkiem już wszystko w porządku, bez powikłań :)

Paulina P pisze...

Ech...co za ludzie...brak słów dosłownie...Jak mogli odmówić wysłania karetki???
Czy można tak wogóle???
Mam nadzieję,że z maluszkiem jest już wszystko w porządku.

illonky pisze...

Owszem karetka NIE musiała przyjechać, ale po kilku minutach, jeśli dziecko odpływało (rozumiem mdlało) to trzeba było jeszcze raz zadzwonić - te rozmowy są nagrywane i wtedy musieliby przyjechać. Dobrze, że Maluch już lepiej!

sylucha181 pisze...

nie pierwszy i zapewne nie oststni taki przypadek ze strony pogotowia...jak my z domu dzwonimy po karetke do naszego dziadka to napierw pytaja ile ma lat. jak mowimy ze 80 to zamiast przyjechac to daja instrukcje przez telefon co mamy robic.

nasza polska służba zdrowia. placimy podatki ale zeby im bylo lepeij a nie nam!!

cale szczescie ze maluszek ma sie juz dobrze

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad. Pokaż, że czytasz! :)
Każdy komentarz jest prze mnie czytany i dla mnie bardzo ważny.
Chcesz zadać pytanie? Nie krępuj się! Na pewno odpowiem :)